Recenzja: Yves Saint Laurent – Black Opium

Sandra Szczerba | 2. 3. 2018

Pomimo że Yves Saint Laurent, jeden z najbardziej wpływowych i rozpoznawalnych projektantów mody, nie jest już wśród nas jego przesłanie „czynić świat piękniejszym” jest wciąż rozpowszechniane. A najlepszym tego przykładem są damskie perfumy Black Opium.

Black Opium od początku ujął mnie swoim bardzo oryginalnym i atrakcyjnym flakonem. Lubię gdy twórcy perfum dążą do doskonałości, nie tylko w kwestii samego zapachu, ale również dbają o to by był on zamknięty w czymś wyjątkowym. Nie da się przecież ukryć, że pierwsze wrażenie odgrywa znaczącą rolę w podejmowaniu przez nas decyzji, dlatego możemy przez przypadek ominąć nawet najpiękniejszy zapach umieszczony w czymś mało interesującym… Elegancki, czarny flakon z metalicznymi odblaskami na początku sprawia dość irytujące wrażenie, jednak kiedy pierwszy raz wzięłam go do ręki i poczułam delikatną ziarnistą strukturę, przeszedł mnie mały dreszczyk, podobny do uczucia skosztowania zakazanego owocu. Już wtedy poczułam, że mam do czynienia z zapachem przeznaczonym dla pewnych siebie kobiet, które wiedzą co chcą osiągnąć, a nie dla tych które szukają romantycznych, łagodnych nut. Jednak z drugiej strony dzięki temu zapachowi, również „szara myszka“ może poczuć się pewniej i atrakcyjniej. Perfumy idealnie sprawdzą się w okresie zimowym: ich ciężki, intensywny zapach rozgrzeje zmysły w najbardziej mroźną noc.

Te damskie perfumy zostały wprowadzone na rynek w 2014 roku. Od tego czasu, dzięki swojemu wyjątkowemu zapachowi, zdobyły serca większości kobiet i ich mężczyzn, a po prawie 4 latach nadal cieszą się niesłabnącą popularnością.

Gdy tylko zobaczyłam w Internecie ich skład, wiedziałam, że muszę je mieć. Od początku zaciekawiło mnie zupełnie nieoczekiwane połączenie wykorzystanych składników. Gruszka, kwiat pomarańczy i różowy pieprz, które są głową perfum, skojarzyły mi się z pysznym deserem, który mogłabym zjeść z koleżankami po pracy. Kawa z aromatem jaśminu, która jest sercem perfum, przypomina mi sobotnie poranki, w czasie których w łóżku delektuję się pierwszymi promieniami słońca pijąc przy tym mocne espresso, którego intensywność podobna do tego w Black Opium, stawia mnie na nogi. Podstawą perfum są: cedr, paczula i wanilia, przy czym to zdecydowanie wanilia gra tu pierwsze skrzypce i przynosi tą rozgrzewającą nutę.

JAK SIĘ CZUŁAM PO PIERWSZEJ DAWCE OPIUM?

Przy pierwszym użyciu wszystkie zapachy stapają się w jeden i ciężko jest coś wyróżnić. Niewątpliwie jednak obcujemy z przyjemnym, delikatnymsłodkim (ale nie przesłodzonym) zapachem, który pomimo intensywności sprawia bardzo przyjemne uczucie i delikatnie łaskocze w nosie. Bardzo lubię takie zapachy, które nie są od samego początku nachalne, ale powoli budują swoją intensywność, dzięki czemu jestem zaintrygowana tym czym mogą mnie jeszcze zaskoczyć. Potrafię docenić w perfumach delikatny start i gwałtowny zwrot gdzieś w połowie drogi… a wszystko to znalazłam właśnie w Black Opium!

Mniej więcej po godzinie od użycia, wyczuwalne jest osłabienie owocowych tonów, które ustępują miejsca kwiatowym i drzewnym aromatom. Bardzo mi się podoba takie rozwiązanie, słodki początek trwa wystarczająco długo aby wprawić mnie w przyjemny nastrój, ale nie zbyt długo abym poczuła się „przesłodzona”. Szczerze mówiąc, nie czułam zbyt wyraźnie zapachu kawy, możliwe jednak że nie jest to wina perfum. Podejrzewam, że nie jestem jeszcze przyzywczajona do kawowych zapachów, dlatego mogłam ich nie poczuć. Niewykluczone również, że moja wizja wyczucia w Black Opium, aromatu porannego espresso była trochę przesadzona. Przyjemny zapach, który jest wyczuwalny w perfumach równie dobrze może odzwierciedlać zapach kawy przed paleniem. Niestety, tego zapachu nie znam, ale jeśli faktycznie pachnie tak przyjemnie jak serce Black Opium, to do mojej „bucket list” muszę dopisać wycieczkę na plantację kawy.

Już po tym pierwszym spotkaniu z Black Opium wiem, że chce spędzić z nim więcej niż jedną radnkę. Nie mam wątpliwości, że będzie to mój towarzysz nie tylko na wyjątkowe okazje, ale również na co dzień. Od perfum oczekuję przede wszystkim tego, że obudzą we mnie same przyjemne uczucia i emocje, a właśnie tego dokonał Black Opium!

A biorąc pod uwagę, że Yves Saint Laurent – Black Opium znajduje się w TOP 10 damskich perfum, najwyraźniej moja opinia nie jest odosobniona. Nie mam wątpliwośći, że jeśli spróbujecie tego zapachu, to i u Was na długo pozostawi same pozytywne doznania…