Dlaczego mity o makijażu rozprzestrzeniają się właśnie wśród nastolatków
Otwórz dowolną sieć społecznościową, a w ciągu minuty natkniesz się na kogoś, kto tłumaczy makijaż. Jedno wideo twierdzi, że podkład zatyka pory i powoduje trądzik. Drugie, kilka sekund później, poleca makijaż jako ochronę skóry przed zanieczyszczeniami z otoczenia. Oba brzmią przekonująco, oba mają tysiące reakcji i oba jednocześnie nie mogą być prawdziwe. To właśnie ten konflikt jest jedną z pierwszych doświadczeń, jakie większość nastolatków ma z kosmetykami kolorowymi.
Krótkie wideo nagradza pewność, nie precyzję
Format, w którym dziś najczęściej mówi się o makijażu, trwa kilkadziesiąt sekund. W takim czasie zmieści się jedno zdanie i jeden wynik, ale już nie warunki, w jakich to zdanie jest prawdziwe. Stwierdzenia typu nigdy tego nie nakładaj na skórę rozprzestrzeniają się niemal same: są krótkie, jednoznaczne i można je zastosować od razu wieczorem. Uczciwsza wersja tej samej informacji brzmi zależy od typu skóry, składu konkretnego produktu i tego, jak go zmywasz, a takie zdanie rozprzestrzenia się znacznie gorzej, bo nikogo nie zaskakuje.
Dodaje się do tego jeszcze jedna rzecz. Porady dotyczące makijażu można wypróbować natychmiast, co tworzy poczucie szybkiej weryfikacji. Kiedy po nowej technice skóra wygląda lepiej, łatwo przypisać to właśnie temu jednemu trikowi, nawet jeśli tego samego dnia zmieniło się pięć innych okoliczności: sen, pogoda, jedzenie lub to, czym się zmywałeś.
Kosmetyki kolorowe to wdzięczny temat do skrótów
Swoją rolę odgrywa także sama kategoria. Kosmetyki kolorowe obejmują dziesiątki typów produktów, od podkładów, korektorów i pudrów, przez tusze do rzęs i sera na rzęsy i brwi, aż po pędzle i gąbki. Każdy z nich ma inny skład, inną konsystencję i inny cel. Do tego dochodzi typ skóry, pora roku i to, jak długo produkt pozostaje na twarzy. W rezultacie niemal każde uproszczone stwierdzenie znajdzie kogoś, komu naprawdę odpowiada.
Większość mitów nie powstaje więc ze złej woli. Zwykle chodzi o osobiste doświadczenie jednej osoby, które w drodze staje się ogólną zasadą. Im bardziej pewnie jest wypowiedziane, tym mniej osób pyta, komu i w jakich warunkach właściwie się sprawdziło.
Nie dotyczy to tylko dziewcząt
Jeszcze jedna rzecz jest często pomijana: makijaż już dawno przestał być tematem zarezerwowanym dla dziewcząt. Korektor na jedną wyraźną niedoskonałość przed zdjęciem, serum na brwi, lekki podkład na bal czy tylko puder przeciw błyszczeniu się na zdjęciach są dziś powszechną częścią przygotowań także u chłopców. Różnica polega raczej na tym, że nie rozmawiają o tym między sobą tak często, więc polegają głównie na filmikach. Mit utrzymuje się wtedy dłużej, ponieważ nie ma kto go uzupełnić doświadczeniem kogoś bliskiego.
Sześć stwierdzeń, na które się przyjrzymy
W kolejnych częściach przeanalizujemy sześć stwierdzeń, które najczęściej krążą o makijażu. Trzy z nich dotyczą zdrowia skóry:
- sam makijaż niszczy skórę,
- za trądzik odpowiada podkład,
- skóra potrzebuje regularnych przerw od makijażu, aby mogła oddychać.
Kolejne trzy dotyczą samego wyboru produktów:
- korektor w pełni zastępuje podkład,
- droższy produkt jest automatycznie lepszy,
- tusz do rzęs uszkadza rzęsy.
Przy każdym z nich powiemy, co jest w nim realnego i gdzie kończy się jego ważność. Większość mitów o makijażu nie jest bowiem całkowitym kłamstwem, ale prawdą wyrwaną z kontekstu. A to dobra wiadomość: gdy tylko znasz ten kontekst, sam rozpoznasz, kiedy warto spróbować rady z wideo, a kiedy ją zignorować.
Jak odróżnić uzasadnione twierdzenie od wrażenia z jednego filmu
Większość porad dotyczących makijażu, które krążą po sieci, nie jest kłamstwem. Zazwyczaj są to opisy konkretnych doświadczeń: dla kogoś dany produkt był odpowiedni, dla innej osoby nie, i z tego powstaje zdanie, które brzmi jak ogólna zasada. Właśnie różnica między „u mnie to zadziałało tak” a „tak to działa u wszystkich” jest narzędziem, które przyda się za każdym razem, gdy natkniesz się na podobne twierdzenie. Kiedy raz to zobaczysz, rozpoznasz to w filmach i komentarzach niemal natychmiast.
Osobiste doświadczenie nie jest bezwartościowe – wręcz przeciwnie, dobrze opisane doświadczenie bywa bardziej konkretne niż ogólne zasady. Problem pojawia się, gdy z jednego wypróbowania staje się reguła dla wszystkich. Twórca filmu zazwyczaj testuje jeden odcień, na swojej skórze, w swoim otoczeniu i często tylko przez kilka dni. To jest próbka wielkości jednej osoby. Wiedza, która jest ogólnie ważna, może być opisana bez odniesienia do konkretnej osoby: mówi o rodzaju produktu, jego funkcji lub składzie, a nie o tym, jak wypadł jeden piątkowy wieczór.
Zanim przyjmiesz jakąś poradę, zadaj sobie kilka pytań:
- Czy autor mówi o sobie, czy twierdzi coś o wszystkich? Formulacje „u mnie wytrzymuje cały dzień” i „wytrzymuje cały dzień” oznaczają coś innego.
- Czy jest powiedziane, jak długo używał produktu? Wrażenie z pierwszego nałożenia i doświadczenie po miesiącu często się różnią.
- Czy jest wspomniany typ skóry autora? Bez tego ocena podkładu kryjącego lub pudru jest trudna do przeniesienia.
- Czy twierdzenie opiera się na czymś więcej, czy tylko na jednym filmie?
- Czy jest oznaczona ewentualna współpraca z marką? Nie musi to oznaczać, że recenzja jest nieprawdziwa, ale jest to część całego obrazu.
Drugą rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, jest lista składników na opakowaniu. Nie musisz rozumieć każdej pozycji i zdecydowanie nie ma sensu uczyć się ich na pamięć. Wystarczy wiedzieć, że składniki są podawane malejąco według ilości, więc te na początku listy stanowią podstawę produktu, a te na końcu są reprezentowane w małej ilości. Jeśli więc film opiera całe zalecenie na jednym „cudownym” składniku, sprawdź, gdzie faktycznie znajduje się na liście. I przede wszystkim: jeden składnik sam w sobie nie decyduje, czy produkt będzie ci odpowiadał.
Również typ skóry ma znaczenie. Sucha, tłusta, mieszana i wrażliwa skóra zachowują się inaczej i ten sam makijaż wygląda na nich inaczej – matujące formuły mogą na suchej skórze podkreślać łuszczenie, podczas gdy na tłustej utrzymują się dłużej. Dlatego zdarza się, że dwie osoby opisują ten sam produkt zupełnie inaczej i obie mówią prawdę. Zanim więc odrzucisz jakąś poradę jako nonsens, spróbuj dowiedzieć się, do kogo była skierowana.
Ostatnim elementem układanki jest wiek. Skóra w okresie dojrzewania przechodzi zmiany hormonalne i zazwyczaj produkuje więcej sebum niż skóra dorosła, więc makijaż zachowuje się na niej inaczej – u niektórych szybciej się rozmazuje lub zmienia kolor w ciągu dnia. Duża część porad w sieci pochodzi od dorosłych twórców, którzy mają inną sytuację. Już to samo wyjaśnia, dlaczego niektóre twierdzenia o makijażu wydają się sprzeczne: nie są koniecznie nieprawdziwe, tylko opisują inną skórę niż twoja.
Z tymi trzema filtrami – kto mówi, o jakim składzie i o jakiej skórze – można przeanalizować praktycznie każde twierdzenie, które usłyszysz o kosmetykach kolorowych. W kolejnych częściach użyjemy ich do sześciu konkretnych zdań, które powtarzają się najczęściej.
Trzy mity o skórze: czy makijaż niszczy cerę?
Twierdzenia dotyczące tego, co makijaż robi ze skórą, należą do najbardziej emocjonujących części całej debaty. Brzmią jak ostrzeżenia – a ostrzeżenia są chętniej udostępniane niż wyjaśnienia. Przejdźmy przez trzy najpopularniejsze z nich i przy każdym powiedzmy sobie, co ma realne podstawy, a gdzie już chodzi o uproszczenie.
Mit pierwszy: makijaż sam w sobie niszczy cerę
Najczęstsza forma tego twierdzenia mówi, że każdy podkład długoterminowo uszkadza skórę. Realne jądro tu jest, ale leży gdzie indziej, niż się zwykle podaje: problemem nie jest makijaż na twarzy, lecz makijaż, który na twarzy pozostaje. Jeśli kosmetyk nie zostanie dokładnie usunięty na koniec dnia, miesza się w nocy z sebum, martwymi komórkami i zanieczyszczeniami z otoczenia. To właśnie ta mieszanka bywa tym, co podrażnia skórę.
Z tego wynika dość nudny, ale niezawodny wniosek: dwie minuty poświęcone demakijażowi mają większy wpływ na stan skóry niż wybór między dwoma podobnymi podkładami. Taką samą rolę odgrywają też akcesoria. Pędzel lub gąbka, które nie były myte przez miesiące, przenoszą z powrotem na twarz wszystko, co na sobie zgromadziły – a to jest czynnik, o którym mówi się znacznie mniej niż o samym kosmetyku.
Mit drugi: za trądzik odpowiada podkład kryjący
Tutaj sytuacja jest ciekawsza, ponieważ twierdzenie nie powstało z niczego. Niektóre składniki kosmetyczne mogą u części osób przyczyniać się do zatykania porów; nazywane są komedogennymi i jest to jeden z powodów, dla których produkty oznaczone jako niekomedogenne są popularnym wyborem dla skóry z tendencją do niedoskonałości. Jednocześnie jednak prawdą jest, że na powstawanie trądziku w okresie dojrzewania wpływa przede wszystkim hormonalne ustawienie i zwiększona produkcja sebum – czyli rzeczy, które z makijażem nie mają nic wspólnego. Makijaż może być jednym z elementów układanki, ale trudno go uznać za jej przyczynę.
Praktycznie z tego wynikają trzy rzeczy:
- Oceniaj reakcję skóry po kilku tygodniach, a nie po jednym wieczorze – jednorazowe pogorszenie ma zazwyczaj dziesiątki możliwych przyczyn.
- Regularnie czyść akcesoria do aplikacji. Nagromadzony makijaż w włoskach pędzla bywa częstszym źródłem problemów niż sam kosmetyk.
- Jeśli niedoskonałości utrzymują się lub się pogarszają, należy udać się do dermatologa. Kosmetyki dekoracyjne są środkiem do poprawy wyglądu, a nie rozwiązaniem problemów skórnych, i tak należy o nich mówić.
Mit trzeci: skóra potrzebuje przerw, aby oddychać
Wyobrażenie o „skórze, która oddycha” brzmi logicznie, ale mija się z fizjologią skóry. Skóra nie pobiera tlenu przez powierzchnię z powietrza, ale z krwiobiegu. Dzień bez makijażu nie dostarcza jej więc niczego, czego makijaż by jej nie odbierał, a jeden dzień więcej z makijażem niczego jej nie ujmuje.
To jednak nie oznacza, że dni bez makijażu nie mają sensu – mają, ale z innego powodu. Mniej warstw oznacza mniej demakijażu, mniej tarcia przy usuwaniu i mniej okazji, by coś zrobić w pośpiechu. Kiedy w weekend odpuścisz sobie pełne krycie, nie leczysz tym skóry, ale zapewniasz jej spokojniejszy tryb. A jeśli malujesz się codziennie, nie ma powodu, by to sobie odmawiać: decyduje konsekwencja w wieczornej pielęgnacji, a nie liczba dni bez makijażu.
Wspólny mianownik wszystkich trzech twierdzeń jest ten sam. Na stan skóry ma wpływ raczej to, jak obchodzisz się z makijażem, niż sam fakt, że się malujesz. Czyste akcesoria, konsekwentny demakijaż i realistyczne oczekiwania wobec kosmetyków zdziałają więcej niż poszukiwanie jedynego bezbłędnego produktu.
Trzy mity o kosmetykach: czy korektor wystarczy zamiast podkładu?
Mity o kosmetykach często powstają z uproszczeń, które dobrze brzmią w krótkim filmie: jeden produkt więcej, jedna pozycja mniej, jedna prosta zasada. Oto trzy najczęstsze mity i przy każdym pokażemy nie tylko, co w nich nie działa, ale także co z tego wynika, gdy będziesz przeglądać ofertę w e-sklepie.
Mit pierwszy: korektor zastąpi podkład na całej twarzy
Korektor i podkład to nie są dwie wersje tego samego produktu. Różnią się gęstością i ilością pigmentu. Korektor jest bardziej skoncentrowany i przeznaczony do małych obszarów – cienie pod oczami, pojedyncze plamki, zaczerwienienia przy nosie. Podkład ma za to rzadszą konsystencję, ponieważ jego zadaniem jest ujednolicenie kolorytu na dużej powierzchni i pozostanie przy tym cienkim.
Gdy pokryjesz całą twarz korektorem, powstanie zbyt gruba warstwa. Osadza się w drobnych liniach, trudniej się rozprowadza i w ciągu dnia łatwiej się narusza. Dodaj do tego małe opakowanie i okaże się, że jako rozwiązanie na całą twarz korektor jest niepraktyczny i nieekonomiczny.
Mit jednak opiera się na rzeczywistych obserwacjach: jeśli masz równomierny koloryt skóry i chcesz zakryć tylko dwa-trzy miejsca, sam korektor naprawdę wystarczy. Z tego wynika, że korektor wybierasz nie jako zamiennik, ale według zadania, które ma spełniać. Płynna formuła z aplikatorem pasuje do okolic pod oczami, gęstsza sztyftowa do lokalnego krycia. A odcień korektora nie wybiera się tak samo jak podkładu: pod oczy zwykle wybiera się odcień nieco jaśniejszy, do krycia plam natomiast jak najbliższy kolorytowi skóry.
Mit drugi: droższy kosmetyk jest automatycznie lepszy
Cena kosmetyków kolorowych składa się z wielu elementów, nie tylko z samej receptury. Wpływa na nią pozycja marki, opakowanie, aplikator, wielkość opakowania, dystrybucja i marketing. Dlatego zdarza się, że dwa podkłady o porównywalnym efekcie mają kilkukrotnie różne ceny – i równie często zdarza się, że drogi produkt nie pasuje do konkretnej cery, podczas gdy tańszy tak.
Wyższa cena nie zawsze jest tylko marketingiem. Czasem za nią stoi szersza gama odcieni, bardziej zaawansowany aplikator lub tekstura, która dłużej się utrzymuje. To jednak konkretne cechy, które można sprawdzić w opisie produktu – a nie magia samej ceny. Różnica polega na tym, że pytasz, co za te pieniądze dostaję dodatkowo, zamiast traktować cenę jako oznakę jakości.
Z tego wynika prosta zasada przy zakupach. Porównuj cenę za mililitr, a nie za opakowanie. A przy kosmetykach, które nakłada się na dużą powierzchnię, przedkładaj odcień i konsystencję nad nazwę na opakowaniu.
Mit trzeci: tusz do rzęs niszczy rzęsy
Tusz do rzęs nakłada się na widoczną część rzęsy, czyli na strukturę, która już urosła. Sam w sobie nie wpływa więc na miejsce, z którego rzęsa wyrasta. To, co naprawdę wpływa na kondycję rzęs, to sposób, w jaki je demakijażujesz: pocieranie ręcznikiem, ciągnięcie za rzęsy przy usuwaniu resztek, spanie z pomalowanymi oczami czy próba zmycia wodoodpornego tuszu zwykłą wodą micelarną.
Do wrażenia, że to wina tuszu, przyczynia się także naturalny cykl – rzęsy rosną i wypadają na bieżąco, tylko że na waciku do demakijażu zauważasz ich więcej niż na poduszce.
Praktyczny wniosek tym razem dotyczy bardziej akcesoriów niż samego tuszu:
- do wodoodpornego tuszu zaopatrz się w dwufazowy płyn do demakijażu, aby nie musieć mocno pocierać;
- zasychającego tuszu nie rozcieńczaj wodą – dodatkowa ciecz tylko skróci jego trwałość;
- jeśli zamieniasz tusz z sztucznymi rzęsami, pamiętaj, że większym obciążeniem zazwyczaj nie jest tusz, ale klej i jego usuwanie.
Jak wybierać kosmetyki na podstawie faktów, a nie filmików
Przeglądając wszystkie sześć omówionych twierdzeń, można zauważyć jedną wspólną rzecz: większość porad z mediów społecznościowych nie uwzględnia tego, czego potrzebujesz Ty, ale co pasowało komuś innemu. Praktyczny wniosek dla zakupów jest prosty: warto kierować się tym, jaką masz cerę i ile czasu rano naprawdę masz, a nie tym, co akurat pojawia się w filmikach. Doradzimy Ci, jak skompletować pierwszą kosmetyczkę tak, abyś rzeczywiście z niej korzystała, oraz jak zorientować się w cenach.
Startowy zestaw dla początkujących
Na początek w zupełności wystarczą cztery produkty. To nie jest lista, którą musisz kupić od razu – możesz ją uzupełniać stopniowo, w zależności od tego, czego Ci brakuje.
- Podkład według potrzeb krycia. Lekki podkład lub krem BB wyrówna koloryt cery i sprawi, że będzie wyglądać naturalnie. Kryjący podkład ma gęstszą konsystencję i nadaje się, gdy chcesz mocniej zakryć zaczerwienienia lub przebarwienia. Wybieraj według tego, jakie krycie naprawdę potrzebujesz, a nie według najsilniejszego dostępnego.
- Samodzielny korektor. Używa się go punktowo, na małe obszary, dlatego wystarcza na długo. Jeden odcień zbliżony do Twojej cery jest na początek całkowicie wystarczający.
- Tusz do rzęs. Szybki sposób na optyczne ujednolicenie efektu, nawet jeśli nie masz na twarzy nic innego. Ważniejsze jest to, jak go wieczorem usuniesz, niż ile za niego zapłacisz.
- Porządny pędzel lub gąbka. Narzędzie często wpływa na efekt bardziej niż sam makijaż. Nakładanie palcami bywa nierównomierne i przenosi na skórę zanieczyszczenia z rąk.
Dlaczego właśnie ta czwórka? Pokrywa dwie rzeczy, które początkujący najczęściej rozwiązują: wyrównanie kolorytu cery i podkreślenie oczu. Paletki cieni do powiek, zestawy do konturowania czy spraye utrwalające to przyjemne dodatki, ale bez opanowanego podstawowego zestawu zazwyczaj tylko leżą w szufladzie. Gdy już będziesz wiedzieć, że podkład się trzyma, a tusz się nie rozmazuje, warto rozszerzać zestaw.
Co oznacza cena na etykiecie
Ceny w kosmetykach dekoracyjnych obejmują szeroki zakres, ale orientacja w nich jest prostsza, niż się wydaje. Tusz do rzęs od dostępnych marek kupisz za około sto złotych, zwykły podkład lub kryjący podkład kosztuje około dwustu złotych, a porządny zestaw pędzli to wydatek rzędu trzystu do pięciuset złotych. Marki premium i luksusowe zaczynają się mniej więcej tam, gdzie kończą się te dostępne; przy serum do rzęs i brwi cena może przekroczyć osiemset złotych.
Ta liczba mówi głównie o pozycji marki, opakowaniu i szerokości gamy odcieni – niekoniecznie o tym, jak produkt będzie działał na Twojej skórze. Dlatego na pierwszy zakup warto wybrać się w średniej półce cenowej: dostaniesz przyzwoitą jakość i nie będzie Ci żal, jeśli okaże się, że odcień nie pasuje lub konsystencja nie odpowiada. Droższy produkt możesz sobie zafundować później, gdy już będziesz wiedzieć, czego od niego oczekujesz.
Gdzie szukać tych kategorii
W ofercie kosmetyków dekoracyjnych Brasty znajdziesz wszystkie cztery produkty jako osobne kategorie: podkłady, korektory, tusze do rzęs oraz pędzle do makijażu czy gąbki. Przy każdej z nich możesz filtrować według marki i przedziału cenowego, więc możesz zawęzić wybór jeszcze przed porównaniem konkretnych odcieni. Z dostępnych marek znajdziesz tu na przykład Maybelline lub Dermacol, z wyższej półki L'Oréal Paris lub Real Techniques przy pędzlach.
Niezależnie od tego, czy wybierasz pierwszy podkład, czy tylko uzupełniasz to, co Ci się skończyło, zasada pozostaje ta sama: zapytaj siebie, do czego potrzebujesz produktu, a dopiero potem patrz na markę. Filmik może dać Ci wskazówkę, ale decyzję, czy produkt Ci odpowiada, podejmiesz ostatecznie sama – według rodzaju cery, potrzebnego krycia i czasu, który jesteś gotowa poświęcić na makijaż.
Kategorie
Polecane artykuły
"Daj dziewczynie odpowiednie buty, a podbije świat!" Marilyn Monroe



